Z Justyną Górak – Podwójną Mamą, Liderką Women in Business, Senior Project Managerką, rozmawia Edyta Samborska.

Dzisiaj porozmawiamy o macierzyństwie bez lukru i o pracy na etacie, ale bez idealizowania, bez haseł typu ‘da się wszystko pogodzić’ i bez udawania, że wszystkim jest łatwo.

Moim gościem jest Justyna Górak, liderka Women in Business, Senior Project Managerka, kobieta, która łączy świat zawodowy z macierzyństwem i bardzo otwarcie mówi o tym, z czym mierzą się dziś pracujące mamy.

Porozmawiamy o presji, ambicji, poczuciu winy, zmęczeniu, ale też o sile, zmianie perspektywy i o tym, jak naprawdę wygląda codzienność kobiet próbujących odnaleźć się między pracą, domem i własnymi oczekiwaniami wobec siebie.

 

Edyta: Jak zmieniło się Twoje podejście do pracy po zostaniu mamą?

Justyna: Nie jestem pewna, czy moje podejście do pracy zmieniło się diametralnie. Należę do pokolenia, które zostało wychowane w przekonaniu, że praca jest ważna, należy podchodzić do niej odpowiedzialnie i angażować się w to, co się robi. To podejście towarzyszy mi do dziś. Macierzyństwo pokazało mi jednak, że życie nie składa się wyłącznie z obowiązków zawodowych. Narodziny mojej pierwszej córki sprawiły, że zaczęłam dostrzegać większą wartość w tej prywatnej, osobistej części życia. Zrozumiałam, że rozwój nie musi odbywać się wyłącznie w ramach kariery zawodowej.

Pojawiła się też nowa motywacja. Zaczęłam myśleć o tym, jakim przykładem chcę być dla swojej córki i co chciałabym jej kiedyś pokazać. Chciałam, żeby widziała we mnie osobę, która ma odwagę realizować swoje pomysły i pasje. To właśnie wtedy zaczęłam angażować się w projekty zupełnie niezwiązane z moją pracą zawodową. Prowadziłam blog kulinarny, promowałam zdrowy styl życia i dzieliłam się swoimi doświadczeniami. Co ciekawe, nie wynikało to z wielkich ambicji czy planów budowania marki osobistej. Raczej z przekonania innych osób, które mówiły: „Masz wiedzę i doświadczenie, warto się nimi dzielić”.

„Masz wiedzę i doświadczenie, warto się nimi dzielić”.

Patrząc z perspektywy czasu, macierzyństwo nie sprawiło, że przestałam traktować pracę mniej poważnie. Pomogło mi natomiast spojrzeć szerzej na własną tożsamość i zrozumieć, że zawodowe sukcesy są ważne, ale nie są jedynym źródłem satysfakcji i spełnienia.

Edyta: Co najbardziej zaskoczyło Cię po powrocie do pracy po urlopie macierzyńskim?

Justyna: Najbardziej zaskoczyła mnie skala zmian, które wydarzyły się podczas mojej nieobecności. Kiedy wróciłam do pracy po pierwszym urlopie macierzyńskim, miałam wrażenie, że trafiam do zupełnie innej organizacji. Zmieniły się procesy, narzędzia, projekty, a nawet ludzie, z którymi wcześniej pracowałam na co dzień. Mimo wieloletniego doświadczenia zawodowego czułam się trochę tak, jakbym zaczynała od początku. Musiałam na nowo odnaleźć się w rzeczywistości, która przez kilkanaście miesięcy zdążyła znacząco ewoluować.

Jednocześnie pojawiła się ogromna presja. Wiele kobiet wracających po urlopie macierzyńskim chce udowodnić sobie i otoczeniu, że nadal są tak samo skuteczne jak wcześniej. Nie chcemy, aby ktokolwiek pomyślał, że przerwa związana z macierzyństwem wpłynęła na naszą efektywność czy kompetencje. Staramy się więc „dowozić” wyniki na tym samym poziomie, często kosztem własnego komfortu i spokoju.

Po drugiej ciąży zdecydowałam się dodatkowo na zmianę pracy. To był jeszcze większy stres. Rozpoczynałam onboarding w nowej organizacji po niemal rocznej przerwie zawodowej. Dziś mogę powiedzieć, że był to jeden z trudniejszych momentów w mojej karierze. Z perspektywy czasu widzę jednak, że był mi bardzo potrzebny. Właśnie wtedy poznałam grupę kobiet, które znajdowały się w podobnej sytuacji, wracały do pracy po urlopach macierzyńskich i mierzyły się z dokładnie tymi samymi obawami, wątpliwościami i emocjami.

To było dla mnie prawdziwe odkrycie. Zrozumiałam, że nie jestem sama i że wiele kobiet przechodzi przez podobne doświadczenia. Ten moment stał się punktem zwrotnym. Pojawiła się we mnie potrzeba działania i budowania realnego wsparcia dla innych mam. Zaczęłam angażować się w inicjatywy, które miały pomóc kobietom wracającym po przerwie rodzicielskiej odnaleźć się w organizacji, odzyskać pewność siebie i poczuć, że ich doświadczenie jako matek nie jest przeszkodą, ale dodatkową wartością, którą wnoszą do zespołu.

Edyta: Jak wyglądała Twoja wizja „łączenia wszystkiego” przed dzieckiem, a jak wygląda rzeczywistość?

Justyna: Dziś wiem, że nie istnieje jedna, uniwersalna odpowiedź na pytanie o godzenie macierzyństwa, pracy i życia prywatnego. To coś, co zmienia się wraz z nami, naszymi dziećmi i etapami życia, na których się znajdujemy. Przed dziećmi wyobrażałam sobie, że da się wypracować pewien stały model równowagi. Rzeczywistość pokazała mi jednak, że ta równowaga jest dynamiczna i wymaga ciągłego dostosowywania się do nowych okoliczności.

Patrząc wstecz, chyba najwięcej lekkości i przestrzeni czułam wtedy, gdy moje dzieci chodziły do przedszkola. To był wyjątkowy czas. Nie było jeszcze szkolnych obowiązków, odrabiania lekcji, sprawdzianów czy dodatkowej odpowiedzialności związanej z edukacją. Mogliśmy po prostu być razem, poznawać się nawzajem i budować nasze rodzinne relacje. Dziś również jest pięknie, ale zupełnie inaczej. Z ogromną ciekawością obserwuję, jak moje dzieci dorastają, zdobywają nowe umiejętności, uczą się rozumieć własne emocje i odnajdywać swoje miejsce w świecie. Prowadzimy rozmowy o różnorodności, relacjach, szacunku i funkcjonowaniu w społeczeństwie. To jedna z najcenniejszych części rodzicielstwa.

Jednocześnie codzienność nie znika. Wręcz przeciwnie, pojawiają się nowe wyzwania. Zadania domowe, nauka, zajęcia dodatkowe, obowiązki organizacyjne, wizyty u lekarzy, zakupy, planowanie i cała logistyka życia rodzinnego. Do tego dochodzi dom, który, mam wrażenie, potrafi zrobić bałagan zupełnie sam.

Myślę, że wciąż za mało mówi się o tym, że praca opiekuńcza wykonywana w domu to realna praca. To godziny planowania, organizowania, pamiętania i reagowania na potrzeby innych. W wielu rodzinach większość tych obowiązków nadal spoczywa na kobietach. Dlatego dzisiaj, zamiast mówić o „łączeniu wszystkiego”, wolę mówić o świadomym wybieraniu tego, co w danym momencie jest najważniejsze. Bo nie da się być wszędzie i robić wszystkiego jednocześnie. I to jest w porządku.

Edyta: O czym mówi się za mało w kontekście pracujących mam?

Justyna: Mam wrażenie, że wciąż za mało mówimy o zwykłym człowieczeństwie pracujących mam. O tym, że mogą popełniać błędy. Że nie muszą być idealne. Że mają prawo do gorszego dnia, zmęczenia, frustracji czy zwątpienia. Mogą stracić cierpliwość, mieć zły humor, nie mieć na wszystko siły. Mogą też po prostu potrzebować pomocy.

Wokół macierzyństwa i pracy zawodowej wciąż funkcjonuje wiele oczekiwań. Kobiety często czują, że powinny być jednocześnie świetnymi matkami, zaangażowanymi partnerkami, skutecznymi liderkami, dobrymi pracownicami i osobami, które zawsze mają wszystko pod kontrolą. Problem polega na tym, że taki ideał nie istnieje.

Rzadko rozmawiamy o cenie, jaką wiele kobiet płaci za próbę sprostania tym oczekiwaniom. O przemęczeniu, przeciążeniu psychicznym, poczuciu winy czy samotności, które często towarzyszą codzienności pracujących mam. Zdecydowanie za mało mówimy też o wyrozumiałości wobec samych siebie. O tym, że nie trzeba zasługiwać na odpoczynek. Że proszenie o pomoc nie jest oznaką słabości, ale dojrzałości. I że czasem wystarczająco dobrze naprawdę znaczy wystarczająco dobrze.

Myślę, że wiele kobiet potrzebuje dziś usłyszeć, że nie muszą udowadniać swojej wartości każdego dnia. Są wartościowe nie dlatego, że dają radę ze wszystkim, ale dlatego, że każdego dnia robią tyle, ile są w stanie zrobić w danym momencie. I to jest w pełni wystarczające.

Edyta: Czy miałaś momenty, kiedy czułaś, że „wypadasz z obiegu”?

Justyna: Tak, i co ciekawe, moje doświadczenia po pierwszym i drugim urlopie macierzyńskim były zupełnie różne. Po narodzinach pierwszej córki wróciłam do organizacji, w której zostałam odsunięta od części swoich obowiązków. Oficjalnie było to podyktowane troską o mnie i przekonaniem, że przy małym dziecku mogę nie poradzić sobie z wymagającym projektem. Jednak niezależnie od intencji odebrałam to jako jasny sygnał braku zaufania do moich kompetencji i możliwości.

Poczułam wtedy, że ktoś podjął decyzję za mnie. Nikt nie zapytał, czego chcę, jakie mam ambicje i jak wyobrażam sobie swój powrót do pracy. To doświadczenie uświadomiło mi, że nie chcę rozwijać swojej kariery w środowisku, które ogranicza kobiety na podstawie mylnych założeń związanych z macierzyństwem. Po drugim dziecku moja sytuacja wyglądała już zupełnie inaczej. Prowadziłam wielomilionowe projekty, współpracowałam z klientami, podróżowałam służbowo i realizowałam ambitne cele biznesowe. Okazało się, że można być mamą i jednocześnie skutecznie rozwijać swoją karierę. Nic nie ucierpiało, ani projekty, ani wyniki, ani jakość mojej pracy.

Te dwa doświadczenia nauczyły mnie bardzo ważnej rzeczy. Czasami kobiety nie wypadają z obiegu dlatego, że zostały matkami. Wypadają z niego dlatego, że otoczenie zaczyna postrzegać je przez pryzmat stereotypów i ograniczających przekonań. Właśnie dlatego tak ważne jest dla mnie dziś reagowanie na podobne sytuacje i wspieranie rozwiązań, które pomagają kobietom wracającym po urlopach rodzicielskich zachować równe szanse rozwoju. Każda mama powinna mieć możliwość samodzielnego decydowania o swojej ścieżce zawodowej, zamiast mierzyć się z założeniami dotyczącymi tego, co rzekomo jest dla niej najlepsze.

 

Edyta: Jak radzisz sobie z presją bycia „dobrą mamą” i ambitną zawodowo kobietą?

Justyna: Przede wszystkim nauczyłam się, że nie da się przez cały czas funkcjonować na najwyższych obrotach. To proces, nad którym nadal pracuję, bo mam w sobie dużo energii, pomysłów i chęci działania. Jednocześnie wiem, że jeśli nie zadbam o siebie, bardzo łatwo mogę doprowadzić do przemęczenia czy wypalenia. Jedną z najważniejszych lekcji, jakie dało mi macierzyństwo, było odpuszczanie. Musiałam nauczyć się rezygnować z perfekcjonizmu i zaakceptować fakt, że nie wszystko będzie zrobione idealnie. Co więcej, nie wszystko w ogóle musi być zrobione.

Mam ogromne szczęście do ludzi. Wspiera mnie mój mąż, mam wokół siebie życzliwych przyjaciół, inspirujące kobiety liderki i społeczność, która dodaje mi odwagi do działania. To wsparcie jest bezcenne, szczególnie w momentach, kiedy pojawiają się wątpliwości lub zmęczenie. Pomaga mi również pozytywny feedback od innych osób. Czasem jedno dobre słowo czy informacja zwrotna potrafią przypomnieć, że to, co robię, ma sens.

Jednak nawet przy całym tym wsparciu wiem, że muszę uważać na własne granice. Dlatego kiedy czuję, że zaczynam brać na siebie zbyt wiele, świadomie zwalniam. Odkładam telefon. Siadam z książką. Wychodzę z kawą na balkon albo po prostu spędzam chwilę na świeżym powietrzu. Szukam przestrzeni, w której mogę pobyć sama ze sobą i złapać oddech. Bardzo ważne są dla mnie także relacje. Mam swoje grupy wsparcia, pielęgnuję przyjaźnie i regularnie wyjeżdżam bez rodziny, żeby naładować baterie. Zrozumiałam, że dbanie o siebie nie jest egoizmem, ale inwestycją w dobrostan całej rodziny.

I chyba najważniejsze: przestałam wierzyć, że odpoczynek trzeba sobie najpierw „wypracować”. Nie czekam już, aż wszystko będzie idealnie posprzątane, uporządkowane i odhaczone na liście zadań. Nauczyłam się odpoczywać także wtedy, gdy wokół mnie panuje zwyczajny, codzienny bałagan. I paradoksalnie właśnie to dało mi najwięcej spokoju.

 

Edyta: Czy firmy w Polsce są dziś realnie gotowe wspierać rodziców?

Justyna: Moim zdaniem wciąż jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Coraz częściej rozmawiamy o równości szans, prawach człowieka, różnicach płacowych, elastyczności pracy czy równym dostępie do awansów. To ważne tematy, ale mam wrażenie, że w wielu organizacjach nadal pozostają głównie na poziomie deklaracji.

Niedawno użyłam określenia „parenting washing”, nawiązując do znanego pojęcia greenwashingu. Chodzi o sytuacje, w których firmy komunikują troskę o rodziców i wspieranie kobiet, ale za tym przekazem nie idą konkretne działania. Spotkanie ze stylistką czy upominek z okazji Dnia Kobiet mogą być miłym gestem, ale nie rozwiązują realnych problemów, z którymi na co dzień mierzą się pracujący rodzice.

Prawdziwe wsparcie wygląda inaczej. To rozwiązania, które realnie ułatwiają życie i pozwalają łączyć obowiązki zawodowe z rodzinnymi. Myślę między innymi o:

  • równym dostępie do awansów i możliwości rozwoju niezależnie od statusu rodzicielskiego,
  • elastycznej organizacji pracy,
  • możliwości dostosowania godzin pracy do sytuacji rodzinnej,
  • wsparciu rodziców w okresach choroby dziecka,
  • programach pomocy psychologicznej i psychoterapeutycznej,
  • rozwiązaniach wspierających opiekę nad dziećmi, takich jak przedszkola przyzakładowe czy dofinansowanie zajęć edukacyjnych,
  • wsparciu pracowników w sytuacjach kryzysowych i życiowych.

Jednym z najbardziej niedocenianych obszarów jest również zaufanie. Wielu rodziców nie potrzebuje specjalnego traktowania. Potrzebują możliwości elastycznego reagowania na codzienne wyzwania. Jeśli muszę odebrać chore dziecko ze szkoły o 13:00, a później mogę spokojnie dokończyć swoje obowiązki wieczorem, to nie jest przywilej. To sposób organizacji pracy odpowiadający współczesnym realiom. Marzę o tym, aby takie rozwiązania przestały być postrzegane jako wyjątkowy benefit. Chciałabym, żeby stały się standardem nowoczesnych organizacji, które naprawdę rozumieją potrzeby swoich pracowników i pracownic.

 

Edyta: Co według Ciebie najbardziej utrudnia kobietom rozwój kariery po macierzyństwie?

Justyna: To bardzo złożony temat, bo przeszkody, z którymi mierzą się kobiety po urodzeniu dziecka, nie wynikają wyłącznie z ich indywidualnych decyzji czy ambicji. W dużej mierze są efektem systemu, społecznych oczekiwań i sposobu, w jaki dzielimy obowiązki w rodzinie. Jednym z największych wyzwań jest strach przed utratą pracy lub zahamowaniem rozwoju zawodowego. Wiele kobiet wracających po urlopie macierzyńskim zastanawia się, czy nadal będą postrzegane jako zaangażowane, ambitne i gotowe do podejmowania nowych wyzwań. Często pojawia się obawa, że macierzyństwo zostanie potraktowane jako przeszkoda w karierze, a nie jeden z naturalnych etapów życia.

Drugim istotnym czynnikiem jest ogromna odpowiedzialność za drugiego człowieka. Kiedy zostajesz mamą, nagle podejmujesz dziesiątki decyzji każdego dnia, nie tylko dotyczących siebie, ale również bezpieczeństwa, zdrowia i rozwoju dziecka. To odpowiedzialność, której nie da się po prostu zostawić za drzwiami biura. Dużym problemem pozostaje także niewidzialna, nieodpłatna praca opiekuńcza. W wielu rodzinach to właśnie kobiety nadal pełnią rolę głównych organizatorek życia domowego. Planowanie, pamiętanie, umawianie wizyt, organizowanie opieki, reagowanie na choroby czy codzienna logistyka rodziny często stają się drugim etatem wykonywanym po godzinach pracy zawodowej.

Nie bez znaczenia są również społeczne oczekiwania. Od kobiet nadal wymaga się bardzo wiele. Mają być obecne, zaangażowane, cierpliwe, doskonałe w pracy i jednocześnie perfekcyjne w domu. Tymczasem podobne wymagania znacznie rzadziej stawiane są mężczyznom. Dlatego uważam, że prawdziwa zmiana powinna zaczynać się dużo wcześniej, już na etapie wychowania kolejnych pokoleń. Potrzebujemy wychowywać chłopców nie tylko na przyszłych mężów, ale przede wszystkim na partnerów i ojców. Takich, którzy czują się współodpowiedzialni za dom, dzieci i codzienne obowiązki, a nie jedynie pomagają w ich realizacji.

Dopiero wtedy będziemy mogli mówić o rzeczywiście równych szansach kobiet i mężczyzn na rozwój zawodowy i osobisty. Bo wsparcie kobiet po macierzyństwie nie zaczyna się wyłącznie w miejscu pracy. Zaczyna się w domu, w relacjach i w sposobie, w jaki definiujemy partnerstwo.

 

Edyta: Czy elastyczność pracy to dziś benefit czy konieczność?

Justyna: Jeszcze kilka lat temu elastyczność pracy była postrzegana jako atrakcyjny benefit. Dziś, moim zdaniem, jest już koniecznością. Współczesne życie wygląda inaczej niż kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu. Rodzice, a szczególnie kobiety, często funkcjonują jednocześnie w kilku rolach – pracownika, opiekuna, organizatora życia rodzinnego, osoby odpowiedzialnej za edukację dzieci czy codzienną logistykę domu.

Jeżeli jako społeczeństwo nadal oczekujemy od kobiet, że będą koordynować znaczną część życia rodzinnego, to trudno zakładać, że wszystkie te obowiązki da się zrealizować wyłącznie między godziną 17:00 a 21:00. Rzeczywistość po prostu tak nie działa. Elastyczność nie oznacza braku odpowiedzialności czy niższej efektywności. Wręcz przeciwnie. Dla wielu osób możliwość dostosowania godzin pracy do aktualnej sytuacji życiowej pozwala lepiej wykonywać obowiązki zawodowe, ogranicza stres i zwiększa zaangażowanie.

Coraz częściej nie chodzi już o pytanie, gdzie pracujemy, ale jak organizujemy swoją pracę. Czy mamy przestrzeń, aby odebrać dziecko ze szkoły, pojechać na wizytę lekarską lub zareagować na nieprzewidzianą sytuację, a następnie wrócić do swoich obowiązków w dogodnym czasie. Firmy, które tego nie rozumieją, mogą w przyszłości mierzyć się z coraz większym problemem związanym z pozyskiwaniem i utrzymywaniem talentów. Pracownicy nie szukają dziś wyłącznie wynagrodzenia czy benefitów. Coraz częściej szukają organizacji, które rozumieją realia ich życia i potrafią budować środowisko oparte na zaufaniu.

Pracownicy nie szukają dziś wyłącznie wynagrodzenia czy benefitów. Coraz częściej szukają organizacji, które rozumieją realia ich życia i potrafią budować środowisko oparte na zaufaniu.

Dlatego nie postrzegam elastyczności pracy jako przywileju. Widzę ją jako jeden z fundamentów nowoczesnego rynku pracy, który odpowiada na potrzeby współczesnych rodzin i pozwala ludziom skutecznie łączyć życie zawodowe z prywatnym.

 

Edyta: Czy łatwiej Ci dziś stawiać granice?

Justyna: Zdecydowanie tak. Choć nie powiedziałabym, że jest to umiejętność, którą zdobywa się raz na zawsze. Stawianie granic to dla mnie proces, który wymaga ciągłej uważności. Łatwo wrócić do starych nawyków, szczególnie gdy jesteśmy ambitni, zaangażowani i chcemy sprostać oczekiwaniom innych. Dlatego nie można tutaj „osiąść na laurach”. To coś, nad czym regularnie pracuję.

Widzę jednak ogromną różnicę między sobą sprzed pierwszej ciąży a kobietą, którą jestem dzisiaj. Kiedyś znacznie częściej mówiłam „tak”, nawet wtedy, gdy oznaczało to przeciążenie lub rezygnację z własnych potrzeb. Miałam poczucie, że muszę udowadniać swoją wartość poprzez działanie, dostępność i gotowość do podejmowania kolejnych wyzwań. Macierzyństwo nauczyło mnie, że czas, energia i uwaga są zasobami ograniczonymi. Nie da się być wszędzie, robić wszystkiego i jednocześnie dbać o siebie. Zrozumiałam, że każde „tak” wypowiedziane jednej rzeczy jest jednocześnie „nie” dla czegoś innego, często dla odpoczynku, zdrowia lub czasu spędzonego z bliskimi.

Dziś dużo łatwiej przychodzi mi zadawanie sobie pytania: „Czy naprawdę chcę to zrobić?” zamiast automatycznie zgadzać się na kolejne zobowiązania. Nauczyłam się również, że stawianie granic nie oznacza egoizmu ani braku zaangażowania. Wręcz przeciwnie, pozwala mi lepiej dbać o siebie, a dzięki temu być bardziej obecną zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Myślę, że jedną z najcenniejszych rzeczy, jakie dało mi macierzyństwo, jest właśnie świadomość, że nie muszę być dostępna dla wszystkich przez cały czas. Mogę wybierać, na co poświęcam swoją energię. I mam do tego pełne prawo.

 

Edyta: Co dziś najbardziej powinny usłyszeć młode kobiety planujące macierzyństwo i karierę?

Justyna: Przede wszystkim: daj sobie czas. Żyjemy w świecie, który bardzo często podpowiada nam, że wszystko powinno wydarzyć się szybko. Szybki rozwój kariery, szybkie decyzje, szybkie sukcesy. Tymczasem zarówno macierzyństwo, jak i budowanie własnej ścieżki zawodowej to procesy, których nie da się przyspieszyć bez ponoszenia kosztów.

Dlatego powiedziałabym młodym kobietom: nic na siłę. Nie próbuj realizować cudzych scenariuszy ani dopasowywać się do oczekiwań otoczenia. Każda z nas ma inną historię, inne potrzeby, inne możliwości i inne tempo życia. To, co sprawdza się u jednej osoby, niekoniecznie będzie dobre dla drugiej.

Warto natomiast uważnie obserwować siebie. Zastanawiać się, co naprawdę daje nam radość, co nas napędza i w jakich obszarach chcemy się rozwijać. Równie ważne jest poznanie własnych zasobów, zarówno tych wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Dobrze jest też odpowiedzieć sobie na pytanie: kto może mnie wesprzeć? Bo bardzo często skupiamy się na planowaniu kariery czy macierzyństwa, a zapominamy o budowaniu sieci wsparcia. Tymczasem partner, rodzina, przyjaciele, inne kobiety czy mentorzy mogą odegrać ogromną rolę w trudniejszych momentach.

Nie musisz mieć gotowego planu na najbliższe dziesięć lat. Nie musisz wiedzieć wszystkiego już dziś. Możesz zmieniać zdanie, odkrywać nowe potrzeby i redefiniować swoje cele. Najważniejsze, żeby nie tracić kontaktu ze sobą. Bo kiedy słuchamy własnych potrzeb zamiast cudzych oczekiwań, łatwiej podejmujemy decyzje, które są naprawdę nasze.

 

Edyta: Jak wspierać kobiety wracające po przerwie rodzicielskiej?

Justyna: Przede wszystkim warto zacząć od wyrozumiałości i uważności. Powrót do pracy po przerwie rodzicielskiej to dla wielu kobiet moment pełen emocji. Z jednej strony pojawia się ekscytacja związana z powrotem do obowiązków zawodowych, a z drugiej niepewność, stres i obawa, czy uda się odnaleźć w nowej rzeczywistości. W tym czasie ogromne znaczenie mają postawa zespołu, przełożonych i kultura organizacyjna. Jednej rzeczy nauczyłam się szczególnie mocno: nie warto czekać, aż kobieta sama poprosi o pomoc.

Bardzo często nie zrobi tego wcale. Nie dlatego, że jej nie potrzebuje, ale dlatego, że chce udowodnić sobie i innym, że nadal świetnie sobie radzi. Czasami obawia się, że prosząc o wsparcie, zostanie odebrana jako mniej kompetentna lub mniej zaangażowana. Dlatego tak ważna jest inicjatywa ze strony otoczenia. Zwykłe pytanie: „Jak mogę Ci pomóc?” albo „Czy jest coś, czego teraz potrzebujesz?” może mieć ogromne znaczenie. Jeszcze ważniejsze są jednak konkretne działania, zaoferowanie wsparcia przy wdrożeniu, pomoc w odnalezieniu się w nowych procesach, podzielenie się wiedzą czy po prostu stworzenie przestrzeni do spokojnego powrotu.

Wsparcie nie musi być spektakularne. Bardzo często składa się z drobnych gestów, które dają poczucie bezpieczeństwa i pokazują, że kobieta nie jest pozostawiona sama sobie. Najgorsze, co możemy zrobić, to zakładać, że skoro wróciła do pracy, to wszystko jest już po staremu. Powrót po przerwie rodzicielskiej to nie jednorazowe wydarzenie, ale proces. A każdy proces przebiega łatwiej, kiedy obok są ludzie gotowi wyciągnąć pomocną dłoń, zanim zostaną o nią poproszeni.

 

Edyta: Z czym pracujące mamy zostają dziś najbardziej same?

Justyna: Myślę, że przede wszystkim z własnymi emocjami. Od współczesnych kobiet oczekuje się bardzo wiele. Mają być zaangażowanymi mamami, odpowiedzialnymi pracownicami, partnerkami, organizatorkami życia rodzinnego i osobami, które niezależnie od okoliczności „dają radę”. Problem polega na tym, że za tymi oczekiwaniami rzadko idzie zainteresowanie tym, jak naprawdę się czują.

W codziennym biegu najczęściej rozmawiamy o zadaniach do wykonania, obowiązkach, terminach, dzieciach, logistyce i planach. Znacznie rzadziej pada pytanie: „Jak się czujesz?”. A przecież za sprawnie funkcjonującym kalendarzem, odhaczonymi zadaniami i pozornie poukładanym życiem często kryją się zmęczenie, przeciążenie, niepewność, poczucie winy czy zwyczajna potrzeba bycia wysłuchaną.

Wiele kobiet nauczyło się radzić sobie samodzielnie. Są silne, odpowiedzialne i skuteczne. Paradoksalnie właśnie dlatego otoczenie często zakłada, że nie potrzebują wsparcia. Skoro wszystko działa, to znaczy, że wszystko jest w porządku. Tymczasem nawet najbardziej zorganizowane i zaradne mamy potrzebują przestrzeni, w której mogą zdjąć z siebie odpowiedzialność za wszystkich dookoła i przez chwilę skupić się na sobie.

Myślę, że jednym z najcenniejszych gestów, jakie możemy dziś zaoferować kobietom, nie jest kolejna rada ani gotowe rozwiązanie. Czasem wystarczy zatrzymać się i szczerze zapytać: „Jak się czujesz?”. A potem naprawdę wysłuchać odpowiedzi. Bo bardzo często to właśnie z emocjami pracujące mamy najczęściej zostają same.

 

Edyta: Czy networking i społeczności kobiece realnie pomagają przetrwać trudniejsze momenty zawodowe?

Justyna: Zdecydowanie tak. Przez lata miałam okazję obserwować, jak ogromną rolę w życiu zawodowym kobiet odgrywają relacje, networking i społeczności budowane wokół wzajemnego wsparcia. Dziś jestem przekonana, że to znacznie więcej niż wymiana wizytówek czy kontakty biznesowe. To przestrzeń, w której kobiety mogą znaleźć zrozumienie, inspirację i poczucie, że nie są same ze swoimi wyzwaniami.

Szczególnie w trudniejszych momentach zawodowych ogromne znaczenie ma możliwość rozmowy z osobami, które przeszły podobną drogę. Czasami wystarczy usłyszeć: „Ja też tak miałam” albo „Przeszłam przez to i sobie poradziłam”, aby odzyskać pewność siebie i spojrzeć na sytuację z innej perspektywy. Widzę też bardzo konkretny wpływ takich społeczności na rozwój kobiet. Dzięki nim częściej decydujemy się sięgać po nowe role, aplikować na stanowiska, które wcześniej wydawały się poza naszym zasięgiem, podejmować odważniejsze decyzje zawodowe czy rozwijać własne projekty.

W kobiecych społecznościach jest ogromna siła. Nie dlatego, że ktoś rozwiąże za nas nasze problemy, ale dlatego, że możemy czerpać z doświadczeń innych kobiet, wzajemnie się wspierać i dodawać sobie odwagi wtedy, gdy same zaczynamy w siebie wątpić. Dla wielu kobiet takie środowisko staje się także miejscem, w którym po raz pierwszy mogą otwarcie mówić o swoich wyzwaniach, ambicjach i obawach bez poczucia oceniania. A to często jest pierwszy krok do realnej zmiany.

Dlatego wierzę, że networking nie jest dodatkiem do rozwoju zawodowego. Jest jednym z jego najważniejszych elementów. Bo za każdą silną kobietą bardzo często stoi społeczność innych kobiet, które w odpowiednim momencie powiedziały: „Dasz radę, jesteśmy z Tobą”.

Bo za każdą silną kobietą bardzo często stoi społeczność innych kobiet, które w odpowiednim momencie powiedziały: „Dasz radę, jesteśmy z Tobą”.

Edyta: Co powiedziałabyś sobie sprzed ciąży?

Justyna: Myślę, że powiedziałabym sobie po prostu: „Zobaczysz, dasz radę”. Nie dlatego, że wszystko będzie łatwe. Wręcz przeciwnie. Na tej drodze pojawi się wiele momentów niepewności, zmęczenia i pytań bez gotowych odpowiedzi. Z perspektywy czasu wiem jednak, że mamy w sobie znacznie więcej siły, niż nam się wydaje.

Jednocześnie jestem świadoma, że są doświadczenia, wobec których nawet najlepsze rady okazują się niewystarczające. Kiedy kobieta mierzy się z baby bluesem, silnym przeciążeniem emocjonalnym czy trudnościami po porodzie, zdania w stylu „wszystko będzie dobrze” często nie pomagają. W takich momentach bardziej niż rad potrzebujemy obecności, zrozumienia i wsparcia.

Dlatego nie próbowałabym dziś dawać sobie długiej listy wskazówek. Powiedziałabym tylko: „Dasz radę”. A reszcie pozwoliłabym wydarzyć się w swoim czasie. Bo macierzyństwo nie jest egzaminem, do którego można się w pełni przygotować. To doświadczenie, przez które każda kobieta przechodzi na swój własny sposób.

 

Edyta: Jakiej jednej rzeczy o macierzyństwie nikt Ci wcześniej nie powiedział?

Justyna: Że to praca przez 24 godziny na dobę. Przed zostaniem mamą słyszałam wiele opowieści o miłości, wzruszeniach, pierwszych krokach czy wyjątkowej więzi z dzieckiem. Znacznie rzadziej mówi się jednak o tym, że macierzyństwo nigdy tak naprawdę się nie kończy. To nie jest rola, którą można zostawić po wyjściu z biura czy odłożyć na później. Nawet kiedy dzieci śpią, część naszej uwagi pozostaje przy nich. Myślimy, planujemy, martwimy się, wspieramy, przewidujemy i troszczymy się o ich przyszłość.

Jednocześnie trudno opisać słowami, jak wyjątkowe jest to doświadczenie. Bo obok całego wysiłku, odpowiedzialności i codziennych wyzwań pojawia się coś równie silnego, ogromna miłość. Dziś powiedziałabym, że macierzyństwo to połączenie dwóch pozornie przeciwstawnych rzeczy: największej miłości i wiecznej troski.

I ta troska nie znika wraz z wiekiem dzieci. Zmieniają się jej powody, zmieniają się wyzwania, ale ona pozostaje. Niezależnie od tego, czy dziecko ma kilka miesięcy, kilka lat czy jest już dorosłe. To właśnie tego nikt wcześniej mi nie powiedział, że można jednocześnie kochać tak mocno i martwić się tak bardzo przez całe życie.

 

Edyta: Jeśli po tej rozmowie jedna kobieta miałaby poczuć ulgę, to co chciałabyś jej powiedzieć?

Justyna: Chciałabym powiedzieć jej trzy rzeczy.

  1. Jesteś silna.
  2. Jesteś wspaniała.
  3. Jesteś najlepszą mamą dla swoich dzieci.

Nawet jeśli dziś czujesz zmęczenie. Nawet jeśli masz wątpliwości. Nawet jeśli wydaje Ci się, że nie wszystko robisz tak, jak powinnaś. Macierzyństwo nie wymaga perfekcji. Nie polega na nieustannym udowadnianiu swojej wartości ani na spełnianiu nierealistycznych oczekiwań. Każda z nas popełnia błędy, ma gorsze dni i momenty zwątpienia. To nie odbiera nam prawa do bycia dobrą mamą.

Często jesteśmy dla siebie znacznie bardziej surowe, niż byłybyśmy dla kogokolwiek innego. Dostrzegamy własne potknięcia, a zapominamy o setkach małych rzeczy, które każdego dnia robimy dla swoich dzieci z miłości, troski i zaangażowania. Dlatego jeśli miałabym zostawić po tej rozmowie jedną myśl, byłaby ona właśnie taka:

Nie musisz być idealna, żeby być wystarczająca. Już dziś jesteś dokładnie tą mamą, której Twoje dzieci potrzebują najbardziej.

Edyta: Bardzo dziękuję Ci za tę rozmowę.

Justyna: Bardzo dziękuję.

Myślę, że wiele kobiet odnajdzie tutaj swoje emocje, swoje zmęczenie, swoje wątpliwości, ale też poczucie, że nie są w tym same. Jeśli i Ty, próbujesz dziś pogodzić macierzyństwo, pracę, ambicję i codzienność; mam nadzieję, że po tej rozmowie poczujesz przede wszystkim trochę więcej miłości i wyrozumiałości dla siebie samej.

Jeśli czujesz, że ten wywiad mógłby komuś pomóc, udostępnij go dalej, zostaw komentarz i daj znać, jakie tematy związane z pracą i macierzyństwem powinny wybrzmiewać częściej. Dziękuję, że tu jesteś.

Do następnego razu!

Komentarze

komentarze